Recenzja korektorów L.A. Girl

Recenzja korektorów L.A. Girl

l.a. girl. pro.conceal

Korektory L.A. Girl HD PRO Conceal są dostępne w wielu odcieniach. Wśród nich znajdziemy, m.in. typowe beże, pomarańcz, brzoskwinię czy fiolet. Ciemnych brązów z tej palety można używać do konturowania twarzy. Wybór kolorów jest naprawdę duży. Korektory są dostępne w sklepach internetowych w cenie ok. 25 zł za 8 g produktu.

INC: Water, Cyclopentasiloxane, Beeswax, Stearyl Dimethicone, Isododecane, Cetyl Ethylhexanoate, Microcrystalline Wax, Cetyl PEG/PPG 10/1 Dimethicone, Glyceryl Laurate, Polyglyceryl-4 Oleate, Mica, Disteardimonium Hectorite, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Propylene Glycol, Chamomilla Recutita Extract, Propylene Carbonate, Sodium Hyaluronate, May Contain: Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499), Titanium Dioxide (CI 77891).

Kosmetyk znajduje się w miękkim plastikowym opakowaniu zakończonym czarną nakrętką, pod którą został umieszczony aplikator w wygodnej formie pędzelka. Można nim nakładać korektor bezpośrednio na twarz (lub zbierać go innym pędzlem), a później rozprowadzać w swój ulubiony sposób.

l.a. girl hd pro conceal green

Naciskamy opakowanie i przez pędzelek wydostaje się produkt. Takie rozwiązanie ma swoje plus oraz minusy. W pewnym sensie jest wygodne, a produkt nigdzie się nie wyleje, ale po jakimś czasie końcówka nie wygląda zbyt estetycznie i samym kosmetykiem można się też niechcący ochlapać czy ubrudzić.

l.a. girl hd pro conceal natural

Mam dwa kolory tego korektora. Pierwszy z nich to natural czyli trochę ciemniejszy odcień beżu do zakrywania niedoskonałości. Na początku wydawał mi się  zbyt pomarańczowy i trochę się przestraszyłam, ale na twarzy ładnie dopasował się do reszty. Drugi to zieleń do neutralizowania zaczerwienień. Kupiłam go głównie z myślą o moich popękanych naczynkach w okolicach nosa. Taki kolor sprawdzi się do wszystkiego co zaczerwienione, w tym do większych bolących niespodzianek. Na zdjęciach wszystko co akurat wyszło z pędzelka, żeby dobrze było widać kolor.

l.a. girl hd pro conceal natural green


Korektory mają płynną, ale dość kremową konsystencję. Dobrze kryją niedoskonałości. Zielony porządnie radzi sobie z naczynkami, do tego ładnie się rozprowadza i pod podkładem jest niewidoczny. Beżowy maskuje co trzeba. Z ciekawości nakładam go pod oczy (zastanawiałam się czy nie kupić jaśniejszego właśnie w te okolice) i tu akurat mi się nie sprawdził. Był trochę za ciężki, a że mam już trochę zmarszczek to w nie powchodził.

Ogólnie korektory sprawdzają się bardzo dobrze. Ładnie kryją i do trwałości nie mam większych zarzutów. Są też tanie, a w opakowaniu jest trochę więcej niż standardowa ilość produktu. Myślę, że warto je mieć w swojej kosmetyczce jeśli  używa się korektorów codziennie czy nawet na gorsze dni.

Miłego dnia 😊
Maybelline Fit Me i Super Stay 24h – porównanie podkładów

Maybelline Fit Me i Super Stay 24h – porównanie podkładów

maybelline super stay 24h fit me matte poreless

Po wakacyjnej przerwie wracam z porównaniem dwóch podkładów firmy Maybelline. Pierwszy z nich to FIT me! w wersji matującej, a drugi to bardzo popularny w zeszłym roku Super Stay 24H. Zapraszam na recenzję 😊

Maybelline FIT me! MATTE + PORELESS – jest przeznaczony dla skór od normalnej po tłustą. Ma matować i sprawiać, że pory będą mniej widoczne.

INC: Aqua / Water, Cyclohexasiloxane, Nylon-12, Isododecane, Alcohol Denat., Cyclopentasiloxane, PEG-10 Dimethicone, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, PEG-20, Polyglyceryl-4 Isostearate, Disteardimonium Hectorite,] Phenoxyethanol, Magnesium Sulfate, Disodium Stearoyl Glutamate, HDI/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Titanium Dioxide, Methylparaben, Acrylonitrile/Methyl Methacrylate/Vinylidene Chloride Copolymer, Tocopherol, Butylparaben, Aluminum Hydroxide, Isobutane, Alumina, Silica, Glycerin, Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate. [+/- May Contain CI 77891 / Titanium Dioxide, CI 77491, CI 77492, CI 77499 / Iron Oxides]

Ten podkład był bardzo popularny na zagranicznym YouTubie. Sama kupiłam go  wczesną wiosną i jeszcze nie udało mi się go zużyć. Pierwsza rzecz, którą poczułam po otworzeniu swojego opakowania to silny zapach alkoholu. Ma bardzo dobrą gamę kolorystyczną, prawdopodobnie większość osób o jasnej skórze będzie w stanie wybrać coś dla siebie. Konsystencja jest wodnista, ale wykończenie pudrowe. Dobrze się rozprowadza. Zaraz po aplikacji twarz jest dobrze zmatowiona, niestety nie trzyma matu zbyt długo. Do tego nie chce się utrzymywać na "skrzydełkach" nosa i bardzo szybko stamtąd schodzi. Całkiem dobrze kryje niedoskonałości, ale nie sprawia, że pory są mniej widoczne, nawet trochę mi w nie wchodzi, przez co jest dostrzegalny na twarzy. 

Maybelline Super Stay 24H – ma zapewniać świeży wygląd do 24H godz. Producent obiecuje, że jest to podkład nie tylko longwear, ale i non-transfer czyli taki, który nie będzie zostawiał śladu na naszych telefonach, ubraniach czy na kimś innym 😉Nie podaję składu, bo niestety nie ma go na opakowaniu i znalazłam też w Internecie. 


Pierwszy raz kupiłam go w zeszłe wakacje. Ze względu na dość ubogi wybór kolorów lato jest dobrą porą na jego recenzję. Myślę, że dużo osób może mieć problem z dobraniem odpowiedniego odcienia w zimę. Większość kolorów jest dość ciemna, a najjaśniejszy różowy. Podkład ma mniej matowe wykończenie od poprzedniego, ale przypudrowany trzyma mat znacznie dłużej. Jest też dużo trwalszy, ale na pewno nie longstay (i do Astora Perfect Stay też mu daleko). Ma gęstszą konsystencję, a na twarzy delikatnie zastyga.  Na pewno nie jest non-transfer, niestety zostawia ślady. Poziom krycia jest podobny, chociaż na mojej twarzy ten wygląda naturalniej i w porównaniu do poprzedniego jest niewidoczny. 

Jedna wspólna wada obu podkładów to  fakt, że zapychają. Kiedy stosowałam je dzień po dniu cera wyglądała gorzej, do tego pojawiały się niechciane wysypy niespodzianek. Dlatego myślę, że nie nadają się do codziennego używania dla osób, które mają taki problem. Raz na jakiś czas-ok, kryją przyzwoicie i są niedrogie. Moim zdaniem przez trwałość i naturalny wygląd na twarzy lepszy jest Super Stay. 

Pozdrawiam 😘









O trzech różach, które warto mieć w lato – Sleek, Benefit, MAC

O trzech różach, które warto mieć w lato – Sleek, Benefit, MAC

benefit coralista mac extra dimension cheeky bits sleek rose gold blush

Hej, dziś wpis o trzech różach, które warto mieć w swojej kosmetyczce w lato. Początkowo myślałam o czterech, ale postanowiłam wybrać jeden w klasycznym letnim kolorze, drugi dzięki, któremu możemy zmienić inne nudne w coś ciekawszego i ostatnio mój ulubiony.

sleek rose gold


Pierwszy róż to Sleek w klasycznym letnim odcieniu rose gold. To chyba wciąż najlepszy z dostępnych na naszym rynku zamienników kultowego odcienia Orgasm firmy Nars. Czym różni się od swojego dużo droższego brata? Ilością złotego pigmentu, tu jest go więcej, ale poza tym tak naprawdę niczym. Nawet trwałość jest porównywalna, ogólnie taka sobie, po 3-4 godzinach trzeba go poprawić. Jeśli macie ochotę na taki kolor różu, to doradzam wam ten, w tym wypadku nie ma sensu wydawać większej gotówki.

benefit coralista blush

Kolejny to mój must have nie tylko latem-Coralista Benefit. Róż ma kolor pięknej satynowej moreli, zostawia na twarzy bardzo świeży i subtelny błysk. Używany solo jest praktycznie niewidoczny, natomiast z czymś potrafi zdziałać cuda. Jeżeli macie kosmetyki, z którymi nie bardzo trafiłyście w kolor, chcecie go ocieplić, zmienić lub wam się już trochę znudziły to polecam ten róż. Np. na bardzo ciepłym pomarańczowawym bronzerze robi efekt różu w odcieniu terracotta. Połączony z nudnymi matowymi różami (różowymi różami…) tworzy piękną świeżą brzoskwinie. O taki kolor jest trudno, zwykle można kupić albo typowo pomarańczowe albo zbyt różowe. Sama używam go najczęściej w duecie z innymi bardzo zimnymi odcieniami. Zawsze wygląda bardzo świeżo i ładnie. Trwałość bez zarzutu do tego ładny zapach. Trzeba go nakładać pędzlem z naturalnego włosia.

benefit coralista mac cheeky bits

O ostatnim pisałam już w maju. To Extra Dimension Blush w odcieniu Cheeky Bits. Tak naprawdę doceniłam go dopiero kiedy przyszły trochę cieplejsze dni i ostatnio używam prawie codziennie. Warto go mieć akurat w lato, bo: podkreśla opaleniznę, tworzy też jakby sztuczną dając efekt naturalnego rumieńca-takiego od słońca lekko czerwonego. Przyda się zarówno dla osób, które opalają twarz i dla tych, które tego nie robią. Efekt naturalnego słonecznego rumieńca można trochę podkręcić delikatnie kładąc ten róż w okolicach skroni. Co do samego koloru, jest zupełnie inny w opakowaniu, na swatchach i na twarzy. Najprościej można powiedzieć, że jest malinowy, a złoty blask jest raczej niewidoczny na twarzy. Delikatnie rozświetla, dobrze się nakłada i blaknie po około 7 godzinach.

Na ostatnim zdjęciu swatche róży. Miałam lekki problem, żeby je zrobić, bo pod każdym kątem wyglądały zupełnie inaczej. Jedno zdjęcie w domu z kanapy przed burzą, drugie na zewnątrz. Zaczynając od lewej: Sleek, Benefit, MAC, a na drugim czwarty, którego w końcu nie opisałam 😊… 

sleek rose gold benefit coralista mac cheeky bits swatches


mac extra dimension blush cheeky bits sleek rose gold benefit coralista

Macie jakieś ulubione letnie róże? Których używacie w to lato?
Pozdrawiam 😘
Płyn micelarny L’oréal – zastępstwo dla różowego Garnier

Płyn micelarny L’oréal – zastępstwo dla różowego Garnier

loreal płyn micelarny

Ostatnio moje zmywanie makijażu wygląda mniej więcej tak: różowy Garnier, zdrada, Garnier, Garnier, zdrada i znowu powrót do mojego ulubionego płynu micelarnego. Zawsze kiedy kupuję coś nowego jestem niezadowolona, zazwyczaj rezygnuję w trakcie, bo tamten był dużo lepszy, ładnie usuwał makijaż, nie podrażniał mi oczu, itp. Dlatego pomyślałam, że skoro nareszcie udało mi się znaleźć coś równie dobrego, z tej samej półki cenowej (i nie jest to micel Bourjois, który też dużo osób lubi) to muszę się tym znaleziskiem podzielić na blogu 😊

Różowy płyn micelarny L’oréal jest przeznaczony do cery wrażliwej i suchej. Ma usuwać makijaż, oczyszczać, koić i nawilżać wrażliwą skórę. Nie zawiera parabenów, nie pachnie oraz jest produktem hipoalergicznym. Można go kupić w drogeriach w cenie ok. 20 zł za 400 ml.

loreal płyn micelarny inc

Nie mogę powiedzieć czy on faktycznie coś nawilża, bo stosuję go tylko do zmywania makijażu, a potem normalnie myję twarz, tonizuję i używam kremów. Moich alergicznych oczu nie podrażnia. Mam też wrażenie jakbym używała ulubionego płynu Garnier, z małą różnicą. Ten produkt szybciej zmywa makijaż, zwłaszcza tusze i eyelinery, więc wykorzystuje się go sporo mniej. Widzę to też po ilości zużywanych płatków kosmetycznych.

Czy używałyście już tego płynu? Jakie są wasze ulubione kosmetyki do zmywania makijażu?
Pozdrawiam i życzę miłego dnia :*
EVREE PURE NEROLI – RECENZJA TONIKU I KREMU CC

EVREE PURE NEROLI – RECENZJA TONIKU I KREMU CC

evree pure neroli krem cc tonik

Mam wrażenie, że o evrēe jest ostatnio głośno. Firma wypuszcza dużo ciekawych kosmetyków dostosowanych do różnych typów cery. Osobiście lubię ich kremy do rąk, stóp i niektóre balsamy do ciała. Kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji twarzy do tej pory nie używałam, do czasu pojawienia się linii Pure Neroli przeznaczonej specjalnie do mojego typu skóry. Zapraszam na recenzję toniku i kremy cc z tej serii.

EVREE PURE NEROLI NORMALIZUĄCY TONIK DO TWARZY

Jest przeznaczony do skóry tłustej z niedoskonałościami. Zgodnie z obietnicą producenta ma „wchłaniać się błyskawicznie”, tonizować i „odpreżająco oczyszczać”. Oprócz tego może być też stosowany jako „mgiełka odświeżająca” i nadawać się na makijaż… 

INC: Aqua/ Water, Glycerin*, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Extract*, Niacinamide, Butylene Glycol, Barosma Betulina Leaf Extract*, Propylene Glycol, 
Viola Tricolor Extract, Malva Sylvestris (Wild Mallows) Extract, Arctium Lappa (Burdock) Leaf Extract*, Sambucus Nigra (Black Eiderberry) Flower Extract, Methylpropanediol, Caprylyl Glycol, Urea, Panthenol, Lactic acid, Phenoxyethanol, coceth-7, PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, Parfum, Citral, Linaloool, Limonene.

Cena: 19,99 zł

evree pure neroli tonik


Jak jest w rzeczywistości?

Zacznę od sposobu aplikacji. Tonik ma atomizer, z którego wydostaje się dość dużo produktu. Wacik nie jest polecany, ale u mnie ten produkt sprawdzał się najlepiej używany w ten właśnie sposób. Dobrym pomysłem jest też wklepywanie go w twarz po jej spryskaniu. Niesie to jednak z sobą pewne ryzyko. Jeżeli tonik niechcący spłynie do worka spojówkowego to spowoduje ogromny ból i pieczenie oczu. Dlatego moim zdaniem opcja z wacikiem jest najlepsza.
Jeżeli chodzi o wchłanianie, niestety ten tonik na tłustej skórze nie wchłania się wcale. Pozostawia po sobie bardzo tłustą, lepką i strasznie nieestetyczną warstwę. Przez nią nie chce się później wchłonąć krem. Na początku używałam go dwa razy dziennie, ale później zostawiłam tylko na noc. Jaki był tego powód? Otóż tłusta warstwa, która utrudnia wchłanianie się kremu, sprawia, że również podkład z bazą czy bez bardzo szybko robi się nieświeży. Ten produkt wzmaga produkcję sebum na mojej twarzy. Niedawno zaczął mnie również szczypać, co nie zawsze jest złym znakiem, bo czasami oznacza, że coś po prostu działa. Niestety twarz zaczęła się po nim robić czerwona. Produkt został odstawiony.
Komu poleciłabym ten produkt? Na pewno nie osobom z tłustą cerą, nie wrażliwcom, bo ich kosmetyki muszą być delikatne. Nie poleciłabym nikomu, bo dlaczego miałabym polecać coś co uważam za kompletny niewypał. Tonik zwykle działa albo nie, jest przyjemny albo daje efekt placebo, rzadko pozostawia po sobie tak złe wrażenie. Jestem zdecydowanie na nie.

Evree, Pure Neroli, normalizujący krem korygujący CC
Krem jest przeznaczony do cery tłustej. Ma robić dosłownie wszystko i nawilżać, i odżywiać, i oczyszczać, i usuwać niedoskonałości, i matować, i rozświetlać. Uhh dużo tego… aha, ma jeszcze „uszczelniać i uelastyczniać naczynia krwionośne”, „nie zapychać porów” oraz „wyrównywać koloryt”.  I coś jeszcze, ale pewnie już rozumiecie, że to produkt cud i zrobi wszystko co tylko chcecie, ale naczyń nie pozmywa 😏
INC: Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Titanium Dioxide, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Glycerin*, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Extract*, Propylene Glycol, Viola Tricolor Extract*, Malva Sylvestris Extract*, Arctium Lappa Leaf Extract*, Sambucus Nigra Flower Extract*, Isopropyl Isostearate*, Isopropyl Myristate, Caprylic/Capric Triglyceride*, Isostearyl Isostearate*, C12-15 Alkyl Benzoate, VP/Hexadecene Copolymer Talc, Butylene Glycol, Barosma Betulina Leaf Extract*, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil*, Hydrogenated Castor Oil, Ethylhexyl Palmitate, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Panthenol, Mica, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Disodium EDTA, Parfum, Citral, Linalool, Limonene, CI 77492, CI 77491, CI 77499.
Cena: 34, 99 zł

Co myślę o tym kremie?
Dla wielu z was jedną z najważniejszych kwestii może być kolor. Odcień kremu jest dość ciemny, nie oszukujmy się. Jeżeli jesteście delikatnymi blondynkami, nie opalałyście się w tym roku, niczym się nie smarujecie, itp. to nie będzie dobry wybór. Na dole moje zdjęcia, mniej więcej sprzed miesiąca, jeszcze kompletnie blada i niewysmarowana niczym skóra.

Na pewno zauważyłyście, że u mnie nie ma aż tak dużej różnicy. Nigdy nie jestem bardzo blada, ale nie jestem też śniada niestety. Nie mam na nich bronzera, różu, pudru, korektora, itp., żeby było widać jak najlepiej.
Czy krem się utlenia? Tak. Na ręce dość agresywnie, na twarzy bardzo delikatnie, u mnie prawie niezauważalnie.
Pod względem krycia produkt jest typowym cc, raczej wyrównuje koloryt niż cokolwiek kryje. Z resztą na zdjęciu możecie zobaczyć, że widać wszystkie moje niedoskonałości, nawet bardziej niż bez niego.
Nie lubię tego produktu, bo bardzo rozświetla. Moja twarz po nim wygląda nieestetycznie i tłusto. Na wyjście koniecznie trzeba go przypudrować, ale to dużo nie pomaga, bo to co się dzieje pod pudrem zwłaszcza w połączeniu z tonikiem to mały koszmar-awaria sebum. Krem jest również nietrwały i dość szybko znika z twarzy. Podkreśla mi wszystkie pory (a osoby o tłustej cerze trochę ich mają) i nierówności cery. Zauważyłam też wysypy niespodzianek po używaniu tych produktów-nie jestem pewna, którego dokładnie, prawdopodobnie duetu. Po raz kolejny stanowczo nie polecam tego kremu cc.
Kilka uwag do zapachu
Pachnie mocno, bardzo intensywnie gorzkimi cytrusami z lekką nutką słodyczy. Osobiście podoba mi się, niestety moim oczom już nie. Jestem alergikiem, o tej porze roku moje oczy są bardziej wrażliwe niż zawsze. Dla mnie zapach jest zbyt intensywny i powoduje ich łzawienie. Jeżeli chodzi o produkty do pielęgnacji twarzy to mogę się obyć bez zapachu, ważne jest działanie. W każdym razie nie powinien być aż tak mocny.

Jestem bardzo zawiedziona tymi produktami. Niestety często ładne opakowanie nie przekłada się na jakość, ale wciąż jest dźwignią marketingu. To pierwsze kosmetyki tej firmy, których bardzo nie lubię. Jednak mam nadzieję, że jeżeli je kupiliście to wam się sprawdzają. Wiadomo, że każda cera jest inna, a to co nie sprawdza się u mnie może być świetne dla kogoś innego. Pozdrawiam i życzę nam wszystkim słonecznych dni 😊

MÓJ LETNI DUET – KOKOSOWE MASŁO DO CIAŁA BIELENDA I WODA TOALETOWA MONOI YVES ROCHER

MÓJ LETNI DUET – KOKOSOWE MASŁO DO CIAŁA BIELENDA I WODA TOALETOWA MONOI YVES ROCHER

yves rocher monoi de tahiti bielenda maslo do ciala vegan friendly

Dziś recenzuję bardzo letni duet. Masło do ciała i wodę toaletową z dwóch różnych firm. Oba kosmetyki mają bardzo intensywny ciepły zapach i kojarzą mi się ze słońcem, którego nam ostatnio trochę brak, a już prawie lato. 

bielenda maslo do ciala vegan friendly kokos

BIELENDA MASŁO DO CIAŁA VEGAN FRIENDLY

W tym masełku się ostatnio zakochałam. Wszystko przez zapach, który uwielbiam. Bardzo intensywny słodki kokos, który utrzymuje się na mojej skórze przez kilka godzin. Do tego dochodzi przyjemna masełkowa konsystencja, ale bez problemów z wchłanianiem i naprawdę niezłe nawilżenie. Fanki dobrych składów również się ucieszą. Trzeba tez wspomnieć, że produkt nie zawiera żadnych surowców pochodzenia zwierzęcego. Za około 15 zł  dostajemy 250 ml świetnego masełka. Są jeszcze dwie inne wersje, z masłem karite oraz olejem buriti. 


YVES ROCHER MONOI EAU DES VAHINES (lub MONOI de TAHITI) EDT

Jeżeli znacie zapach popularnego olejku monoi z tej firmy to już wiecie jak to pachnie. Perfumy są specyficzne i odradzam zakup w ciemno. Nie nadają się do codziennego używania. Swoją butelkę mam jeszcze z zeszłego lata. Są piękne w gorące dni, na plaży, po opalaniu, na spacer i w przyjemny ciepły wieczór. Dobrze się komponują z rozgrzaną skórą. Najlepiej pachną używane na słodki balsam do ciała lub wspomniany już olejek. Ostatnio wspaniale pasują mi do tego masła Bielendy i chyba w ten sposób lubię je najbardziej. Perfumy są bardzo słodkie. Pachną dość egzotycznie przede wszystkim gardenią, spod której przebija delikatny kokos. Trzymają się blisko skóry, ale najlepiej używać ich w niewielkich ilościach (z atomizera wydobywa się dużo produktu) lub wchodzić w mgiełkę zapachu. To typowo wakacyjny zapach gorącego lata, na który trzeba mieć akurat „chciejstwo”. Na mojej skórze utrzymują się do 4 godzin, użyte na balsam, olejek lub masło do ciała wytrzymują dłużej. Woda toaletowa jest dostępna w butelkach 100 ml i kosztuje 119 zł.

Polecam wam to połączenie w gorące dni, kiedy leniuchujecie, opalacie się i czytacie książki na świeżym powietrzu.




Trochę słońca – z tubki ;)

Trochę słońca – z tubki ;)

bielenda maslo brazujace golden oils mgielka samoopalajaca arganowa 2w1

Hej, dzisiaj krótka recenzja dwóch produktów brązujących do ciała, których ostatnio używam. Są to kosmetyki polskiej firmy Bielenda. Kupione przy okazji w drogerii Rossmann. Pierwszy z nich to masło brązujące, drugi ma formę mgiełki.

DROGOCENNA MGIEŁKA ARGANOWA SAMOOPALAJĄCA 2w1 – zadaniem tego produktu jest nadanie naszej skórze naturalnie wyglądającej opalenizny w ekspresowym tempie. Pierwsze efekty mają być widoczne tuż po godzinie. 2w1 oznacza, że może być stosowany nie tylko do ciała, ale i do twarzy. Producent obiecuje też przyjemny, egzotyczny zapach.

Cena: 20,99 zł Pojemność: 150 ml
INC: Aqua (Water), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Dihydroxyacetone, Alcohol denat., Glycerin, Polysorbate 20, Olive Oil Glycereth-8 Esters, Trehalose, Sodium Hyaluronate, Argania spinosa Callus Culture Extract, Isomalt, Lecithin, Citric Acid, Sodium Benzoate, Methylparaben, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Eugenol, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool.

Mgiełki postanowiłam używać do opalania nóg. Przede wszystkim produkt trzeba rozprowadzić bardzo szybko i sprawnie, bo w krótkim czasie wysycha. Wystarczy go użyć naprawdę niewiele, np. po dwa „psiki” na łydkę po bokach (boki nóg teoretycznie powinny być najlepiej opalone) i dokładnie rozsmarować na całość. Muszę się pochwalić, że do tej pory nie zrobiłam sobie tą mgiełką żadnych plam-dla mnie to sukces, a nogi wyglądają na naturalnie opalone. Moim zdaniem efekt jest stopniowy. Po godzinie rzeczywiście coś tam widać, ale dopiero kolejne aplikacje dają mocniejszy kolor-i bardzo dobrze. Zapach przy nakładaniu jest bardzo delikatny, raczej niewyczuwalny. Jedynym minusem tej mgiełki jest koszmarny atomizer. Wystarczy źle przechylić butelkę (trochę za bardzo do dołu, trochę za bardzo w bok…), żeby produkt wylewał się po bokach opakowania, a nawet gdzieś tam skapnął. Jeżeli ktoś chciałby go z sobą zabrać na wakacje, itp. to trzeba go przelać do buteleczki z innym atomizerem.

MASŁO BRĄZUJĄCE ULTRA NAWILŻAJĄCE GOLDEN OILS – ma stopniowo nadawać odcień naturalnej opalenizny, a do tego odżywiać skórę. Jest to masełko z trzema olejkami, tzn. makadamia, marula i kukui, które sprawia, że kosmetyk ma m.in. nawilżać, działać przeciwstarzeniowo i zmiękczać naskórek.  

Cena: 15,99 Pojemność: 200 ml
INC: Aqua (Water), Ethylhexyl Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Glycerin, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Ceteareth-18, Propylene Glycol, Junglas Regia (Walnut) Shell Extract, Cyclopentasiloxane, Dihydroacetone, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Tocopherol, Citric Acid, Polyacrylamide/C13-14 Isoparaffin/Laureth-7, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Ethylhexylglycerin, Polyaminopropyl Biguanide, Parfum (Fragrance), Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Cinnamate, Benzyl Salicylate, Citronellol, Linalool.

Masło ma gęstą bardzo przyjemną konsystencję. Dobrze nawilża oraz faktycznie zmiękcza skórę. Przez pierwsze dwie godziny pięknie pachnie. Potem zapach zmienia się na ten typowy, ale nie jest jakiś bardzo intensywny i nawet mi nie przeszkadza. Niestety dość długo się wchłania, lepiej odczekać chociaż 1,5 godziny nim położymy się do łóżka albo stosować dużo wcześniej przed snem. Myślałam, że będzie działać delikatnie jak balsam brązujący, dlatego postanowiłam używać go do górnej części ciała-rąk, ramion, pleców i dekoltu. W rzeczywistości jest trochę mocniejsze. Za pierwszym razem nie widziałam żadnych smug, ale już przy kolejnych zaczęły się pojawiać. Na szczęście łatwo je usunąć. Ważne jest, żeby między następnymi aplikacjami raz na jakiś czas  zrobić  sobie peeling. Co do koloru-odcień jest naprawdę bardzo ładny, wygląda jak prawdziwa opalenizna.

PORÓWNANIE PRODUKTÓW

Obu kosmetyków używam po kąpieli, potem wcieram balsam nawilżający Evree Instant Help, czekam aż się wchłonie i dopiero nakładam. Kosmetyki dają taki sam bardzo naturalny kolor. Gdybym miała wybrać tylko jeden z nich byłaby to mgiełka, bo dużo łatwiej jest ją rozprowadzić przez co ryzyko plam jest dużo mniejsze (mimo wszystko doradzam, żeby ją przelać do opakowania z lepszym atomizerem). 

Ostatnio używałam samoopalaczy kilka lat temu. Wszystkie były okropne, pomarańczowe albo mega śmierdzące. Do tego prawie zawsze miałam jakieś smugi i plamy. Z kolei po typowych balsamach brązujących Dove, itp. nie widziałam żadnego efektu. Pierwszy raz jestem zadowolona, kosmetyki na plus. 
Copyright © 2014 Nelaviel , Blogger