Seboradin przeciw wypadaniu – początek kuracji

Seboradin przeciw wypadaniu – początek kuracji

seboradin przeciw wypadaniu

Seboradin ma całą linię kosmetyków przeciw wypadaniu włosów. W jej skład wchodzi: szampon, balsam, lotion, ampułki forte i maska. Są to kosmetyki zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Mają hamować wypadanie włosów, sprawiać, że będą mocniejsze i pobudzać je do wzrostu. Czytałam o nich już dawno temu na wielu blogach.  Całkiem niedawno razem z koleżanką postanowiłyśmy je zamówić i sprawdzić czy u nas podziałają. Ja kupiłam kosmetyki z tej linii, a ona te dla włosów przetłuszczających się.  Postanowiłam, że dokładnie po 3 miesiącach opiszę efekty, wrzucę jakieś zdjęcia i podzielę się z wami  moją opinią. Przez ten czas będę też brać tabletki Biotebal, o których pisałam tu.

W dzisiejszym wpisie chcę przedstawić ogólne informacje o produktach, tzn. ile tego jest, jak używać.  Wrzucę też zdjęcia składów, których nie ma na stronie. Chciałabym, żeby finalny post po trzech miesiącach był naprawdę rzetelny, nie za długi i przedstawiał same efekty plus moją opinię, dlatego zdecydowałam się zrobić oddzielny początkowy post. Będę opisywać całą serię oprócz maski, na którą się nie zdecydowałam.

 Pojemność
Szampon, balsam, lotion – 200 ml; ampułki – 14 sztuk po 5,5 ml każda

 Gdzie to kupić?
Moim zdaniem wszystkie kosmetyki tej firmy (nie tylko z tej linii) najlepiej zamówić w sklepie internetowym Seboradin.  Ceny są mniejsze niż w drogerii Super-pharm nawet w trakcie promocji, do tego przesyłka dla zakupów powyżej 120 zł jest darmowa. Mamy też do wyboru bardzo opłacalne zestawy, które ciężko znaleźć w innych sklepach czy aptekach.

Ceny (te ze strony sklepu Seboradin)
Szampon, balsam, lotion – każdy 21,99; ampułki – 34,99; zestaw, który kupiłam – cena regularna 62 zł, w promocji 56,99

Co kupiłam?
Dwa zestawy promocyjne i lotion.

seboradin przeciw wypadaniu forte

 Co wchodzi w skład takiego zestawu?
Szampon, odżywka i ampułki, wszystko w standardowych pojemnościach. Na pewno bardziej opłaca się kupić ten zestaw niż każdy kosmetyk oddzielnie.

  Jak używać?
Szamponu i balsamu można używać codziennie. Ampułki  lub  lotion muszą być stosowane każdego dnia niezależnie od częstotliwości mycia włosów.
Szamponem wykonuje się masaż skóry głowy i zostawia na 2-3 min. Potem trzeba nanieść balsam, wmasować we włosy, odczekać 3-5 min i spłukać. Następnie używamy ampułek. Zawartość jednej wylewamy na skórę głowy i okrężnymi ruchami wykonujemy  2 minutowy masaż. 
No dobra to po co ten lotion?
Przy nasilonym wypadaniu lotionu można używać wymiennie z ampułkami przez okres min. 3 miesięcy. Jest też zalecany dla podtrzymania efektu całej kuracji.
Jak używać lotionu?
Podobnie jak ampułek, z tym, że można go tez nanieść i wmasować na całe włosy. Osobiście używam tylko na skórę głowy, nie chcę przesuszać włosów (w składzie->alcohol denat)

   Na ile to wystarczy?
Jedno opakowanie ampułek (14 sztuk) stosowane wymiennie z lotionem wystarczą na 28 dni. Używanie zaczęłam od lotionu i w tym momencie leci mój 17 dzień. Mam dwa zestawy i będę musiała dokupić jeszcze jeden (a może tylko same ampułki?), jeżeli chcę stosować wszystko przez 3 miesiące.  

Co finalnie musiałam dokupić, jaka jest wydajność reszty produktów i czy zauważyłam jakieś efekty, o tym wszystkim napiszę za 3 miesiące 😊Na dole zdjęcia składów.

Ampułki

seboradin forte ampułki inc

Lotion

seboradin lotion przeciw wypadaniu inc

Szampon

seboradin szampon przeciw wypadaniu inc

Balsam

seboradin balsam przeciw wypadaniu inc



Róż Extra Dimension i pomadka See Sheer

Róż Extra Dimension i pomadka See Sheer

mac extra dimension blush cheeky bits lipstick see cheer

Od paru dni w powietrzu nareszcie czuć  lato. Myślami jestem już gdzieś na wakacjach, w zwiewnej sukience i wygodnych klapkach 😊 Kosmetyczne lato to dla mnie niewiele makijażu i bardzo naturalne cieplejsze kolory. Prawie każdego roku wybieram te same koralowe róże. Z pomadkami schodzę z ciemniejszych na te bardziej zbliżone do mojego naturalnego odcienia ust. Dlatego można powiedzieć, że tym razem kupiłam coś w miarę oryginalnego, ale bez przesady 😄

Najbardziej interesowały mnie nowe róże MAC Extra Dimension, a tak naprawdę tylko jeden kolor, bo podobnego nie mam. Przy okazji trochę się go bałam. Jednak na żywo okazał się być zupełnie inny niż na zdjęciach. W rzeczywistości nie jest aż tak intensywny i napigmentowany. Dla mnie to plus, bo kolor można budować.

Odcień Extra Dimension Blush, który mam to Cheeky Bits. Można go opisać jako ciut ciemniejszy różowy koral. Jak dla mnie jest w nim też trochę malinowego koloru. Może dlatego ten odcień jest dość nietypowy. Róż ma złoty połysk (nie drobinki), który jest bardziej widoczny w opakowaniu i na ręce (zapomniałam o focie! 😄) niż na policzkach. To po prostu skromne złoto. 

Zgodnie z opisem ze strony to róż z pryzmatycznymi refleksami, ale w rzeczywistości nie odbija jakoś specjalnie światła, jest mało rozświetlający. Daje naturalny efekt, nie podkreśla niedoskonałości, porów skóry, a przy okazji jest naprawdę trwały. Szybko i bezproblemowo się go nakłada i rozciera. Myślę, że będzie wyglądać bardzo ładnie na opalonej cerze. Chociaż teraz też mi się podoba.

Do różu dobrałam pomadkę See Sheer. Odcień jest opisany jako grejpfrutowy róż, ale ma w sobie trochę koralu, który będzie widoczny na lepiej napigmentowanych ustach niż moje. 

Pomadka ma błyszczące, mokre wykończenie (lustre). Nie kryje w całości.  Kolor będzie wyraźniejszy jeśli nałoży się kilka warstw. I wiadomo nie jest super trwała, zostaje na szklankach itp. Za to schodzi bardzo dobrze, praktycznie niewidocznie, zostawia miękkie i nawilżone usta. Do tego jest na nich zupełnie niewyczuwalna.

Z fotami walczyłam cały dzień, od 15. Nie mam jeszcze wprawy, a ten róż to kameleon.  W końcu wybrałam może ciemniejszą (kilka godzin później w ciepłym słońcu), ale moim zdaniem najlepiej oddającą kolory. 

mac extra dimension blush cheeky bits see cheer lipstick

Do tego pomadkowy prawie dziubek 😺

mac-see-sheer


Chciałam pomadkę, która będzie wyglądać podobnie jak koloryzujący truskawkowy balsam, ale odrobinę intensywniej  i udało się 😊 Ogólnie kosmetyki na duży plus. Pozdrawiam i życzę miłego dnia albo nocy 😄😸😘
  
Koszmarne kosmetyki I – matujący podkład z Kiko

Koszmarne kosmetyki I – matujący podkład z Kiko

kiko-mat-mousse


Przyjemnie jest pisać o kosmetykach, które są dobre, sprawdziły się, działają zgodnie z obietnicą producenta i na pewno można kupić je ponownie, a nawet komuś polecić. Każdemu zdarza się trafić na jakiś bubel. Takie rzeczy wyrzucam, zapominam i tyle. Jak każdy mam kosmetyki sprawdzone, po które sięgam jeśli potrzebuję czegoś niezawodnego. Często kupuję również z polecenia, ale moje zakupy nie zawsze są przemyślane. Lubię się zaskoczyć, dobrze lub źle. Dlatego czasami trafiam na prawdziwe koszmary. Kosmetyki tak złe, że nawet gdybym chciała o nich zapomnieć to nie mogę. Nie chciałabym ich za darmo ani z dopłatą .

Podkład jest bardzo ważną częścią makijażu. Nie ma to jak gładka, wypoczęta i zdrowo wyglądająca skóra. Na mojej liście najgorszych podkładów są dokładnie trzy produkty. Dwa z nich po prostu mi się nie sprawdziły pod każdym względem, ale dało się je „nosić”, do tego wiele osób je lubi (w końcu to niesamowicie indywidualna sprawa). Dziś chciałam wam pokazać trzeci z nich, mój top 1 wśród najgorszych i prawdziwy koszmar. Czarnym charakterem tego wpisu jest podkład matujący z włoskiej firmy KIKO Milano. Ostrzegam, że zdjęcia w dalszej części wpisu są trochę nieprzyjemne.

Produkt znajduje się w tubce o standardowej pojemności, tzn. 30 ml. Jego cena to 55 zł. Jeżeli chodzi o kolory to wybór jest duży. Za to pierwszy i jedyny plus. Podkład można kupić w sklepie internetowym albo stacjonarnym KIKO (nie wiem ile ich jest, ale na pewno jeden w Warszawie). Na opakowanie raczej nie zwracam uwagi (oprócz butelki bez pompki). Tu mogę napisać tylko tyle, że nie da się go zbytnio doczyścić, zostają ślady.

Kiedy kupuję podkład to zwykle wybieram taki ze wskazaniem dla mojej cery i tak było tym razem. Jego pełna nazwa to Mat Mousse Foundation. Pierwsza myśl-podkład w musie, a dokładnie według producenta w piance. Brzmi ciekawie, prawda? Do tej pory miałam tylko jeden taki, dość dawno temu z Maybelline. Spodziewałam się czegoś łatwego do nałożenia, o lekkim kryciu. Nie potrzebuję nic ciężkiego. Moja cera jest tłusta, ale nie mam z nią większych problemów. Ten podkład wydawał się w sam raz. Cytuję opis ze strony sklepu KIKO:
Idealny dla skóry od normalnej do tłustej, Mat Mousse Foundation jest podkładem w piance wzbogaconym mieszanką składników aktywnych o działaniu matującym. Lekka i kremowa konsystencja zapewnia wyjątkowo komfortową aplikację i kryjący, ale przy tym naturalny efekt. Sensoryczna i gładka w dotyku konsystencja pozwala oddychać skórze, podkreślając jej naturalne piękno. Niedoskonałości wydają się zmniejszone, a świecące strefy widocznie zmatowione*. Innowacyjny kompleks składników gwarantuje dobrą trwałość i elastyczność. Ponadto, obecność filtrów przeciwsłonecznych pomaga w ochronie skóry przed pierwszymi oznakami fotostarzenia.

Ten podkład na pewno ma filtr. Z reszty chcę mi się śmiać. Zacznijmy od „wyjątkowo komfortowej aplikacji”-na focie niżej.

mimo-mat-mousse

Codziennie, przed każdym użyciem podkład trzeba  dobrze wstrząsnąć (jeżeli tego nie zrobimy to wyleci sama „woda”), a następnie kilka razy wycisnąć jego dużą część na coś i liczyć się z dużym rozbryzgiem (nie wiem jak mam to inaczej nazwać 😄). Kiedy używałam tego podkładu pierwszy raz, to pobrudziłam lustro, swoją bluzkę i sporo rzeczy wokół-dramat 🙀 Najgorsze jest to, że finalnie najmniej było go na twarzy. Tego nie da się nałożyć. Na stronie Kiko doradzany jest pędzel, oczywiście ich. Próbowałam moimi, flat topem z Hakuro i ściętym z Sigmy, wszystko zostawało na pędzlu i na dłoni, na twarzy nic. Gąbka kompletnie się nie sprawdziła. Najlepszy efekt dały palce. Twarz była częściowo pokryta-plamami z pudrowo-wodnistego czegoś. Myślę, że tyle jeśli chodzi o „kryjący, ale przy tym naturalny efekt”, jak również o „działanie matujące”.

Kiedy przeciśnie się już kilka takich chusteczek z podkładem, można wydobyć więcej produktu w jego normalnej formie. To, tzw. „sensoryczna i gładka w dotyku konsystencja”. W rzeczywistości dziwne lepkie, piankowate coś plus mnóstwo wody (?).

kiko-mat-mousse


Pierwsze pytanie, które nasuwa się na myśl to: czy ten podkład jest zepsuty? Naprawdę nie wiem. Zaszyfrowana data produkcji jest dla mnie nie do odczytania, natomiast witryny internetowe, które je sprawdzają nie mają w swojej bazie KIKO. Z drugiej strony, był zamawiany online, więc pewnie dostałam go bezpośrednio z magazynu, wątpię, żeby przetrzymywali zepsute kosmetyki. Z tyłu znajduje się symbol PAO (słoiczek) z informacją o dwunastu miesiącach. Produkty są, a  przynajmniej powininny być dobre. Oceniam to co kupiłam.

Jeżeli chodzi o KIKO to nie mam zbyt wielu rzeczy. Oprócz tego podkładu, tylko pomadkę, cienie i kredki do oczu. Nie wszystkie z tych kosmetyków są aż tak złe jak ten podkład. Nie oceniam firmy tylko jej jeden produkt, który moim zdaniem jest koszmarny i trzeba go omijać z daleka. Teraz ze spokojem i czystym sumieniem mogę wysłać podkład na wycieczkę do kosza. 


Dlaczego warto mieć syntetyczne pędzle – recenzja Nanshy

Dlaczego warto mieć syntetyczne pędzle – recenzja Nanshy

pędzle nanshy brushes onyx black

Pędzle to absolutny must have każdej kobiety, która lubi makijaż. Z naturalnego włosia, syntetyczne, białe, czarne, w stylu jednorożca… Wybór jest ogromny.  Jedyne co nas ogranicza to nasza wyobraźnia i pewnie nie raz cena. Często oglądam filmy na YouTube. Niektóre dziewczyny zachwalają pędzle, z którymi miały kontakt dokładnie raz.  Nigdy ich nie umyły, otworzyły paczkę, napaćkały sobie fluid, kilka cieni i stwierdziły, że ten pędzel jest taki świetny, bo tak fajnie mizia, dosłownie orgazm! Super, tylko jak on się sprawdza w warunkach domowych albo wyjazdowych? Część osób zajmuje się profesjonalnym makijażem i potrzebuje dobrych, wytrzymałych pędzli, z którymi łatwo się pracuje. Inne nakładają makijaż tylko sobie, ale zamiast 20 zestawów, które są ładne wolą mieć 2-3 (a może tylko 1) sprawdzone. Pędzle mają robić efekt na twarzy, a nie tylko w opakowaniu.  Jestem bardzo wyczulona na takie reklamy, kiedy ktoś wmawia mi, że coś muszę mieć, a najlepiej dlatego, że jest ładne. Niestety zdarza mi się na nie nabierać. W ciągu minionego roku miałam zestaw pędzli cieszących oko, z którego w tym momencie została tylko część syntetyków, których z resztą nie lubię i jeden mały problematyczny pędzelek z naturalnego włosia do różu/rozświetlacza.  Reszta poleciała do kosza. Nie zapłaciłam za nie dużo, ale biorąc pod uwagę jak szybko były w bardzo złym stanie to przepłaciłam kilkakrotnie. I co z tego, że kupiłam akcesoria wyprodukowane w Polsce wspierając nasz rynek, jeśli one nie były w stanie wesprzeć ani mojego makijażu, ani mojej kieszeni?

Nie lubię i nie chcę pielesić pędzli. Nie chcę mi się nakładać na nie odżywek. Są lepsze sposoby spędzania czasu niż umartwianie się nad akcesoriami 😊 Dzisiejszy wpis jest dla osób, które chcą mieć pędzle dla siebie, do domu, na własny użytek. Dla takich, które cenią swój czas i pieniądze. Napiszę wam dlaczego gdybym miała mieć tylko jeden zestaw to wolałabym taki właśnie „eko”. I nie twierdzę, że pędzle, które pokazuje to najlepsze syntetyki, bo aż takiego porównania nie mam,  na pewno są lepsze. To po prostu moje ulubione. I nie jest to żadna nowość. Są dobre pędzle, o których się zapomina, bo już nie są modne. Na przykład niektóre z EcoTools, Sunshade Minerals czy nawet Hakuro. Uważam, że wciąż warto o nich pisać.

pędzle nanshy brushes onyx black

Wybierając pędzle stawiam na ich trwałość i komfort używania.  Podstawowe różnice między pędzlami syntetycznymi a tymi z włosia naturalnego są dość oczywiste. To z czego są i do czego są. Nie będę się o nich rozpisywać, bo to nie o tym post. Tu będzie tylko o syntetykach. Pomijam całą ekologiczną otoczkę, to zawsze duży plus, ale nie dlatego takie pędzle lubię. Lubię je, bo jestem leniwa i uważam, że rzeczy mają służyć mnie, a nie ja im. Dlatego wszystkie moje pędzle przechodzą prawdziwe crush testy 😊

Jedyną rzeczą, której nie robię każdego dnia przy makijażu to pełny make up oka. Nie zawsze chce mi się używać cieni, a jeśli już to bardzo rzadko wybieram jakieś ciemne czy bardzo agresywne kolory. Lubię nudziaki i delikatne pastele. W większości paletek wykorzystuję tylko najjaśniejsze beże. Pewnie dlatego, że moim ulubionym elementem makijażu jest czarna wyciągnięta kreska i stawiam głównie na nią. Do takiego makijażu pędzle syntetyczne spokojnie wystarczą. Zdarza się, że niektóre z nich są bardziej miękkie niż te naturalne, a i z rozcieraniem nie ma żadnego problemu, tym bardziej jeśli cienie to jakieś stonowane beże, brązy, róże. Czasami trzeba machnąć dwa, trzy razy więcej, bo takie włosie ma zamknięte łuski, nabiera się inną ilość produktu.

Wiadomo, że pędzle syntetyczne są stworzone głównie do produktów półpłynnych, płynnych, itp., np. podkładów. Ale nie jest powiedziane, że można ich używać tylko do tego. Są całe zestawy takich pędzli. Osobiście wolę syntetyki do wszystkiego, prawie zawsze. Są po prostu wygodniejsze, bo nieporównywalnie trwalsze i przede wszystkim lepiej się je myje, nie chłoną tyle produktu, nie pachną i najważniejsze- nie trzeba o nie dbać. To takie pędzle, z którymi nie trzeba nic. Sprawdzają się dobrze do pudrowych czy sypkich produktów, większości bronzerów oraz róży. Jedyna różnica polega na aplikacji i rozcieraniu jakiegoś bardzo wymagającego makijażu, z naturalnymi jest szybciej. I tylko tyle albo aż tyle. Zależy na czym komuś zależy 😊  Moim zdaniem dla zwykłego śmiertelnika, do codziennego użytku pędzle syntetyczne są lepsze. Rzadko sięgam po inne, bo nie chce mi się ich myć, odżywkować, osłonkować i troszczyć się o włoski.

Oczywiście nie wszystkie syntetyki są dobre. Zawsze zdarzą się jakieś tandetne. Do tego zestawu z Nanshy mam akurat zaufanie. Pędzle mam od sierpnia albo września zeszłego roku. Nanshy to angielska firma, ale to co mam zostało wyprodukowane w Chinach. To może być dla kogoś ważne, dla mnie niekoniecznie. W zestawie jest 12 pędzli. Patrzę na stronę sklepu, w którym zamawiałam i w tym momencie kosztują około 260 zł. Co moim zdaniem jest bardzo uczciwą ceną, biorąc pod uwagę ilość i to jak te pędzle są dobrane, a także koszt gdyby chciało się kupić pojedyncze sztuki. Jest mało niepotrzebnych, jak na mój gust tylko jeden, ale i tak znalazłam dla niego zastosowanie 😅 Brakuje może dobrego pędzla do podkładu, ale ja np. wolę gąbkę. Dlatego nawet nie dokupowałam, chociaż o tym R01 czy tam 2 krążą bardzo dobre opinie. To czy one są ładne czy nie, to już kwestia indywidualna. Jak dla mnie są takie klasyczne, podobają mi się. Kolor tych czarnych to dokładnie onyx black. Tutaj jak wyglądają w innym, sztucznym świetle.

pędzle nanshy brushes onyx black indigo nails paznokcie

Na zdjęciach niżej możecie zobaczyć jak wyglądały jeszcze nieużywane i jak prezentują się w opakowaniu.

pędzle nanshy brushes onyx black

pędzle nanshy brushes onyx black

pędzle nanshy brushes onyx black

pędzle nanshy brushes onyx black

Warto dodać, że mają krótsze rączki niż niektóre pędzle. To ma swoje plusy i minusy, ale było jednym z powodów, dla których je kupiłam. Krótkowidze zrozumieją 😊 Na zdjęciu porównanie długości rączek z pędzlem Hakuro.

pędzle nanshy brushes onyx black hakuro h21

Tak prezentują się po 9 miesiącach. Zwykle myje je raz w tygodniu, czasami dwa. Używam mydła w kostce. Zazwyczaj dezynfekuje alkoholem izopropylowym, teraz akurat mam płyn do pędzli z MUR, spryskuje i wycieram je po każdym użyciu. Nigdy nie suszyłam ich w osłonkach ani nie robiłam nic dodatkowego oprócz mycia. Wielokrotnie przewoziłam je luzem w walizce z ciuchami i resztą kosmetyków. Myślę, że jak na takie traktowanie wyglądają bardzo ok 😉 Nie wiem czemu jest ich 13, musiałam jeszcze jakiś kupić i już zapomniałam.

pędzle nanshy brushes onyx black

pędzle nanshy brushes onyx black powder brush

pędzle nanshy brushes onyx black

pędzle nanshy brushes onyx black

A to ten jeden prawie niepotrzebny pędzel. Mniej więcej od roku nie pamiętam o pędzelku do masek, dlatego używam tego. Nakładam nim zwykle moją ulubioną glinkę zieloną. Rusza się w nim skuwka, chyba coś się odkleja, pewnie przez maski i solidniejsze mycie.

pędzle nanshy brushes onyx black foundation brush

Myślę, że pędzelki z Nanshy to dobry zakup. Są miękkie i solidne, bezproblemowe. Szukam jakiejś wady i nie mogę znaleźć. Teraz używam też ich gąbki, którą opiszę zaraz przed wyrzuceniem, ale jeszcze się na to zapowiada.  


Co myślicie o tych pędzlach? Napiszcie czy może ich używałyście? Na co zwracacie uwagę przy wyborze pędzli, co jest dla was najważniejsze? Jakie pędzle wybieracie do codziennego makijażu syntetyczne, naturalne, jedne i drugie, a może co wam w rękę wpadnie 😉? Jestem też bardzo ciekawa, które pędzle lubicie najbardziej 😊
Na wypadanie włosów i nie tylko – Biotebal

Na wypadanie włosów i nie tylko – Biotebal

biotebal wypadanie włosów paznokcie

Biotebal to lek, którego substancją czynną jest biotyna. Ta witamina (inaczej H lub B7) odpowiada za zdrowy wygląd naszej skóry, a także włosów i paznokci. Jest stosowana wspomagająco, np. w leczeniu łupieżu, łojotokowego zapalenia skóry i łysienia. Jej niedobór w organizmie może się pojawić w skutek długiego zażywania niektórych leków, alkoholu i niedożywienia. Istnieje też dziedziczna choroba prowadząca do jej niedoboru. Biotyna jest ważna nie tylko dla włosów, cery i paznokci. Odpowiada też za właściwe funkcjonowanie układu nerwowego.  Jej braki prowadzą, np. do depresji, senności i stanów lękowych. Jest produkowana we florze bakteryjnej jelit oraz przyswajana z pokarmem. Cennym źródłem biotyny są ,m.in. wątróbka (bleeeh 🙀) i orzechy włoskie.


Tabletki Biotebal są dostępne w aptekach. Ich cena jest zależna od miejsca, ale raczej nie przekracza 30 zł. Do tej pory kupowałam opakowania po 30 sztuk, chociaż wedle ulotki są też takie zawierające 60 i 90. Z tej serii można kupić także szampon oraz odżywkę zapobiegającą wypadaniu włosów. Nie używałam ich i nie wiem czy są skuteczne. Mam jednak spore wątpliwości, w końcu biotyna nie wchłania się przez skórę. Możliwe, że kiedyś te produkty wypróbuję, na razie zaplanowałam co innego. Biotebal ma też serum do rzęs.

biotebal tabletki wypadanie włosów paznokcie

Wracając do leku-ogólnie nie lubię niczego w tabletkach, zwłaszcza tych wielkich i tu plus, bo Biotebal jest malutki. Stosowany regularnie przez dłuższy czas daje zadowalające efekty, po prostu działa. Trzeba tylko o nim pamiętać. Jako spory alergik biorę leki przez dużą część roku, więc z zapominaniem nie mam problemów. Najdłużej używałam go przez 3 miesiące-jedną tabletkę dziennie. Miałam wtedy jak i teraz problem z nasilonym wypadaniem włosów. Biotebal to wypadanie zahamował, już po miesiącu widziałam dużą różnicę. Odżywienia włosów  nie zauważyłam (są grube, delikatnie kręcone z tendencję do przesuszania się), ale leciały zdecydowanie mniej. To było dla mnie najważniejsze.  Nie zauważyłam też ich wzmożonego wzrostu i nigdy po Biotebalu nie miałam wysypu baby hair (może teraz mam taką nadzieję 😺)

Za to niesamowicie szybko rosły mi paznokcie. Normalnie też rosną bardzo dobrze, co trochę mnie denerwuję, ale nie aż tak. To się przydało kiedy ściągałam żele. Paznokcie obcięłam najkrócej jak mogłam i kupiłam Biotebal. Pomógł mi też kiedy przez długi czas moje usta były bardzo spierzchnięte i po prostu pokryte strupami (wtedy znalazłam świetny krem, który na pewno opiszę przy jakiejś okazji).

Jeśli macie problemy z włosami, paznokciami czy skórą to Biotebal po prostu warto wypróbować 😊 Oczywiście nie opisałam wszystkiego. Ulotka jest dostępna na stronach aptek internetowych.
Promocja na kosmetyki Astor w Rossmannie plus mini recenzja podkładu Perfect Stay 24h

Promocja na kosmetyki Astor w Rossmannie plus mini recenzja podkładu Perfect Stay 24h

Podkład Astor Perfect Stay 24 h

Szafy Astor powoli znikają z Rossmanna. Dzięki temu do 15 maja mamy okazję kupić wszystkie produkty tej firmy do 75% taniej. To dobra okazja, żeby nabyć ich kosmetyki w bardzo niskich cenach. Co, a raczej ile warto kupić? Z mojego doświadczenia wynika, że nie za dużo. Używałam wielu kosmetyków tej firmy- do większości nigdy już nie wróciłam. Dlatego po produktach Astor płakać nie będę. Gorsze od ich tuszy są tylko niektóre z Avonu. Pomadki są nietrwałe. Cienie do powiek, kredki brwi to nie tylko uboga kolorystyka, ale też kiepska jakość.

Przez całe lata udało mi się polubić dokładnie dwa produkty firmy Astor. Były to wyłącznie podkłady. Pierwszy z nich to Mattitude HD, który dawno temu reklamowała Ania Przybylska. Matował, krył i był w miarę długotrwały, mój hicior sprzed lat. Drugi odkryłam całkiem niedawno. To oczywiście Perfect Stay 24 h.

O tym podkładzie trzeba wiedzieć, że ma dość kiepskie krycie, także polecam go dla osób bez większych niedoskonałości. Jego ogromny plusem jest trwałość. Nawet na mojej tłustej cerze wytrzymuje cały dzień. Jest to podkład zasychający, naprawdę long stay z drogerii. Nałożony bb będzie miał mokre, błyszczące wykończenie, natomiast pędzlem bardziej matowe. Przypudrowany trzyma mat przez wiele godzin. Nie ściera się i nie odbija. Wygląda bardzo naturalnie. Ma spf 20. Na szczęście nie zauważyłam też, żeby cokolwiek nawilżał, chociaż według producenta ma w sobie nawilżającą bazę. Dobry długotrwały podkład z estetyczną pompką i w szklanym opakowaniu. W standardowej cenie Rossmanna kosztuje prawie 50 zł, teraz można go kupić za 12 z groszami, jeżeli tylko uda się go dostać.

Na upartego mogłabym też powiedzieć, że ich lakiery są ok, tzn. są sporo gorsze od tych z firmy Rimmel, ale lepsze od Miss Sporty (wszystkie trzy marki należą do Coty). Całkiem nieźle wspominam też zieloną wodoodporną (no prawie) kredkę.

Dobre recenzje zbiera również ich baza. Miałam, nie zużyłam całej, niestety dla cery tłustej się nadaje, ale być może jest dobra dla innych.

Jeżeli będę w Rossmannie do 15 maja to kupię ich odżywki do paznokci, nie znam ich, ale odżywek nigdy za dużo. 

Copyright © 2014 Nelaviel , Blogger