Koszmarne kosmetyki I – matujący podkład z Kiko

kiko-mat-mousse


Przyjemnie jest pisać o kosmetykach, które są dobre, sprawdziły się, działają zgodnie z obietnicą producenta i na pewno można kupić je ponownie, a nawet komuś polecić. Każdemu zdarza się trafić na jakiś bubel. Takie rzeczy wyrzucam, zapominam i tyle. Jak każdy mam kosmetyki sprawdzone, po które sięgam jeśli potrzebuję czegoś niezawodnego. Często kupuję również z polecenia, ale moje zakupy nie zawsze są przemyślane. Lubię się zaskoczyć, dobrze lub źle. Dlatego czasami trafiam na prawdziwe koszmary. Kosmetyki tak złe, że nawet gdybym chciała o nich zapomnieć to nie mogę. Nie chciałabym ich za darmo ani z dopłatą .

Podkład jest bardzo ważną częścią makijażu. Nie ma to jak gładka, wypoczęta i zdrowo wyglądająca skóra. Na mojej liście najgorszych podkładów są dokładnie trzy produkty. Dwa z nich po prostu mi się nie sprawdziły pod każdym względem, ale dało się je „nosić”, do tego wiele osób je lubi (w końcu to niesamowicie indywidualna sprawa). Dziś chciałam wam pokazać trzeci z nich, mój top 1 wśród najgorszych i prawdziwy koszmar. Czarnym charakterem tego wpisu jest podkład matujący z włoskiej firmy KIKO Milano. Ostrzegam, że zdjęcia w dalszej części wpisu są trochę nieprzyjemne.

Produkt znajduje się w tubce o standardowej pojemności, tzn. 30 ml. Jego cena to 55 zł. Jeżeli chodzi o kolory to wybór jest duży. Za to pierwszy i jedyny plus. Podkład można kupić w sklepie internetowym albo stacjonarnym KIKO (nie wiem ile ich jest, ale na pewno jeden w Warszawie). Na opakowanie raczej nie zwracam uwagi (oprócz butelki bez pompki). Tu mogę napisać tylko tyle, że nie da się go zbytnio doczyścić, zostają ślady.

Kiedy kupuję podkład to zwykle wybieram taki ze wskazaniem dla mojej cery i tak było tym razem. Jego pełna nazwa to Mat Mousse Foundation. Pierwsza myśl-podkład w musie, a dokładnie według producenta w piance. Brzmi ciekawie, prawda? Do tej pory miałam tylko jeden taki, dość dawno temu z Maybelline. Spodziewałam się czegoś łatwego do nałożenia, o lekkim kryciu. Nie potrzebuję nic ciężkiego. Moja cera jest tłusta, ale nie mam z nią większych problemów. Ten podkład wydawał się w sam raz. Cytuję opis ze strony sklepu KIKO:
Idealny dla skóry od normalnej do tłustej, Mat Mousse Foundation jest podkładem w piance wzbogaconym mieszanką składników aktywnych o działaniu matującym. Lekka i kremowa konsystencja zapewnia wyjątkowo komfortową aplikację i kryjący, ale przy tym naturalny efekt. Sensoryczna i gładka w dotyku konsystencja pozwala oddychać skórze, podkreślając jej naturalne piękno. Niedoskonałości wydają się zmniejszone, a świecące strefy widocznie zmatowione*. Innowacyjny kompleks składników gwarantuje dobrą trwałość i elastyczność. Ponadto, obecność filtrów przeciwsłonecznych pomaga w ochronie skóry przed pierwszymi oznakami fotostarzenia.

Ten podkład na pewno ma filtr. Z reszty chcę mi się śmiać. Zacznijmy od „wyjątkowo komfortowej aplikacji”-na focie niżej.

mimo-mat-mousse

Codziennie, przed każdym użyciem podkład trzeba  dobrze wstrząsnąć (jeżeli tego nie zrobimy to wyleci sama „woda”), a następnie kilka razy wycisnąć jego dużą część na coś i liczyć się z dużym rozbryzgiem (nie wiem jak mam to inaczej nazwać 😄). Kiedy używałam tego podkładu pierwszy raz, to pobrudziłam lustro, swoją bluzkę i sporo rzeczy wokół-dramat 🙀 Najgorsze jest to, że finalnie najmniej było go na twarzy. Tego nie da się nałożyć. Na stronie Kiko doradzany jest pędzel, oczywiście ich. Próbowałam moimi, flat topem z Hakuro i ściętym z Sigmy, wszystko zostawało na pędzlu i na dłoni, na twarzy nic. Gąbka kompletnie się nie sprawdziła. Najlepszy efekt dały palce. Twarz była częściowo pokryta-plamami z pudrowo-wodnistego czegoś. Myślę, że tyle jeśli chodzi o „kryjący, ale przy tym naturalny efekt”, jak również o „działanie matujące”.

Kiedy przeciśnie się już kilka takich chusteczek z podkładem, można wydobyć więcej produktu w jego normalnej formie. To, tzw. „sensoryczna i gładka w dotyku konsystencja”. W rzeczywistości dziwne lepkie, piankowate coś plus mnóstwo wody (?).

kiko-mat-mousse


Pierwsze pytanie, które nasuwa się na myśl to: czy ten podkład jest zepsuty? Naprawdę nie wiem. Zaszyfrowana data produkcji jest dla mnie nie do odczytania, natomiast witryny internetowe, które je sprawdzają nie mają w swojej bazie KIKO. Z drugiej strony, był zamawiany online, więc pewnie dostałam go bezpośrednio z magazynu, wątpię, żeby przetrzymywali zepsute kosmetyki. Z tyłu znajduje się symbol PAO (słoiczek) z informacją o dwunastu miesiącach. Produkty są, a  przynajmniej powininny być dobre. Oceniam to co kupiłam.

Jeżeli chodzi o KIKO to nie mam zbyt wielu rzeczy. Oprócz tego podkładu, tylko pomadkę, cienie i kredki do oczu. Nie wszystkie z tych kosmetyków są aż tak złe jak ten podkład. Nie oceniam firmy tylko jej jeden produkt, który moim zdaniem jest koszmarny i trzeba go omijać z daleka. Teraz ze spokojem i czystym sumieniem mogę wysłać podkład na wycieczkę do kosza. 


10 komentarzy:

  1. Nie znam tej firmy. Pierwsze ją widzę u Ciebie.
    Podkład zepsuty,nie ma co koniecznie wyrzuć.
    Zadzwoń albo napisz do tej firmy,co kupowałaś ten podkład,pokaż zdjęcia może zwrócą pieniądze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci, że test z kartką zaskoczył nawet mnie. Widziałam, że podkład jest wilgotny, ale nie aż tak. Najgorsze jest to, że kilka razy nakładałam go na twarz i miałam to zamiar zrobić do zdjęć na bloga, ale się przestraszyłam. Nie wiem czy podkład jest zepsuty, a może o zgrozo on taki właśnie cudny ma być? Wczoraj wrzucałaś posta o datach ważności, ale data produkcji nie do odczytania i dla tych stron. Ogólnie wczoraj po zrobieniu zdjęć wyrzuciłam. Kupuję sporo podkładów, bo lubię i pierwszy raz spotkało mnie coś takiego. Oceniłam co dostałam. Mogłam zrobić tak jak napisałaś, nie wiem z jakim skutkiem, ale podkład był już kilka razy używany.

      Usuń
  2. Dla mnie ta firma to nowość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas są dość krótko, ale ogólnie w tym roku mają chyba swoją dwudziestą rocznicę

      Usuń
  3. Jak się cieszę że nigdy się tą firmą nie interesowałam, widzę że nie warto! :/

    Ps.Pomadka jaką miałam w Warszawie to matowa Golden Rose Crayon Lipstick nr8 :)

    anialwowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to będzie plus jedna do zbiorów, bo to bardzo mój kolor;)

      Usuń
  4. Dobrze, że ja nie muszę używać podkładów, dzięki temu unikam takich sytuacji :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie miałam tego podkładu i nie wiem czy sięgnę :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam, ale dzięki Tobie na pewno nie kupię:)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za każdy komentarz :) Chętnie zajrzę też do ciebie, nie zostawiaj linka i tak cię znajdę. Jeśli chcesz mnie obserwować na pewno się odwdzięczę.

Copyright © 2014 Nelaviel , Blogger