Płyn micelarny L’oréal – zastępstwo dla różowego Garnier

Płyn micelarny L’oréal – zastępstwo dla różowego Garnier

loreal płyn micelarny

Ostatnio moje zmywanie makijażu wygląda mniej więcej tak: różowy Garnier, zdrada, Garnier, Garnier, zdrada i znowu powrót do mojego ulubionego płynu micelarnego. Zawsze kiedy kupuję coś nowego jestem niezadowolona, zazwyczaj rezygnuję w trakcie, bo tamten był dużo lepszy, ładnie usuwał makijaż, nie podrażniał mi oczu, itp. Dlatego pomyślałam, że skoro nareszcie udało mi się znaleźć coś równie dobrego, z tej samej półki cenowej (i nie jest to micel Bourjois, który też dużo osób lubi) to muszę się tym znaleziskiem podzielić na blogu 😊

Różowy płyn micelarny L’oréal jest przeznaczony do cery wrażliwej i suchej. Ma usuwać makijaż, oczyszczać, koić i nawilżać wrażliwą skórę. Nie zawiera parabenów, nie pachnie oraz jest produktem hipoalergicznym. Można go kupić w drogeriach w cenie ok. 20 zł za 400 ml.

loreal płyn micelarny inc

Nie mogę powiedzieć czy on faktycznie coś nawilża, bo stosuję go tylko do zmywania makijażu, a potem normalnie myję twarz, tonizuję i używam kremów. Moich alergicznych oczu nie podrażnia. Mam też wrażenie jakbym używała ulubionego płynu Garnier, z małą różnicą. Ten produkt szybciej zmywa makijaż, zwłaszcza tusze i eyelinery, więc wykorzystuje się go sporo mniej. Widzę to też po ilości zużywanych płatków kosmetycznych.

Czy używałyście już tego płynu? Jakie są wasze ulubione kosmetyki do zmywania makijażu?
Pozdrawiam i życzę miłego dnia :*
EVREE PURE NEROLI – RECENZJA TONIKU I KREMU CC

EVREE PURE NEROLI – RECENZJA TONIKU I KREMU CC

evree pure neroli krem cc tonik

Mam wrażenie, że o evrēe jest ostatnio głośno. Firma wypuszcza dużo ciekawych kosmetyków dostosowanych do różnych typów cery. Osobiście lubię ich kremy do rąk, stóp i niektóre balsamy do ciała. Kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji twarzy do tej pory nie używałam, do czasu pojawienia się linii Pure Neroli przeznaczonej specjalnie do mojego typu skóry. Zapraszam na recenzję toniku i kremy cc z tej serii.

EVREE PURE NEROLI NORMALIZUĄCY TONIK DO TWARZY

Jest przeznaczony do skóry tłustej z niedoskonałościami. Zgodnie z obietnicą producenta ma „wchłaniać się błyskawicznie”, tonizować i „odpreżająco oczyszczać”. Oprócz tego może być też stosowany jako „mgiełka odświeżająca” i nadawać się na makijaż… 

INC: Aqua/ Water, Glycerin*, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Extract*, Niacinamide, Butylene Glycol, Barosma Betulina Leaf Extract*, Propylene Glycol, 
Viola Tricolor Extract, Malva Sylvestris (Wild Mallows) Extract, Arctium Lappa (Burdock) Leaf Extract*, Sambucus Nigra (Black Eiderberry) Flower Extract, Methylpropanediol, Caprylyl Glycol, Urea, Panthenol, Lactic acid, Phenoxyethanol, coceth-7, PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, Parfum, Citral, Linaloool, Limonene.

Cena: 19,99 zł

evree pure neroli tonik


Jak jest w rzeczywistości?

Zacznę od sposobu aplikacji. Tonik ma atomizer, z którego wydostaje się dość dużo produktu. Wacik nie jest polecany, ale u mnie ten produkt sprawdzał się najlepiej używany w ten właśnie sposób. Dobrym pomysłem jest też wklepywanie go w twarz po jej spryskaniu. Niesie to jednak z sobą pewne ryzyko. Jeżeli tonik niechcący spłynie do worka spojówkowego to spowoduje ogromny ból i pieczenie oczu. Dlatego moim zdaniem opcja z wacikiem jest najlepsza.
Jeżeli chodzi o wchłanianie, niestety ten tonik na tłustej skórze nie wchłania się wcale. Pozostawia po sobie bardzo tłustą, lepką i strasznie nieestetyczną warstwę. Przez nią nie chce się później wchłonąć krem. Na początku używałam go dwa razy dziennie, ale później zostawiłam tylko na noc. Jaki był tego powód? Otóż tłusta warstwa, która utrudnia wchłanianie się kremu, sprawia, że również podkład z bazą czy bez bardzo szybko robi się nieświeży. Ten produkt wzmaga produkcję sebum na mojej twarzy. Niedawno zaczął mnie również szczypać, co nie zawsze jest złym znakiem, bo czasami oznacza, że coś po prostu działa. Niestety twarz zaczęła się po nim robić czerwona. Produkt został odstawiony.
Komu poleciłabym ten produkt? Na pewno nie osobom z tłustą cerą, nie wrażliwcom, bo ich kosmetyki muszą być delikatne. Nie poleciłabym nikomu, bo dlaczego miałabym polecać coś co uważam za kompletny niewypał. Tonik zwykle działa albo nie, jest przyjemny albo daje efekt placebo, rzadko pozostawia po sobie tak złe wrażenie. Jestem zdecydowanie na nie.

Evree, Pure Neroli, normalizujący krem korygujący CC
Krem jest przeznaczony do cery tłustej. Ma robić dosłownie wszystko i nawilżać, i odżywiać, i oczyszczać, i usuwać niedoskonałości, i matować, i rozświetlać. Uhh dużo tego… aha, ma jeszcze „uszczelniać i uelastyczniać naczynia krwionośne”, „nie zapychać porów” oraz „wyrównywać koloryt”.  I coś jeszcze, ale pewnie już rozumiecie, że to produkt cud i zrobi wszystko co tylko chcecie, ale naczyń nie pozmywa 😏
INC: Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Titanium Dioxide, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Glycerin*, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Extract*, Propylene Glycol, Viola Tricolor Extract*, Malva Sylvestris Extract*, Arctium Lappa Leaf Extract*, Sambucus Nigra Flower Extract*, Isopropyl Isostearate*, Isopropyl Myristate, Caprylic/Capric Triglyceride*, Isostearyl Isostearate*, C12-15 Alkyl Benzoate, VP/Hexadecene Copolymer Talc, Butylene Glycol, Barosma Betulina Leaf Extract*, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil*, Hydrogenated Castor Oil, Ethylhexyl Palmitate, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Panthenol, Mica, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Disodium EDTA, Parfum, Citral, Linalool, Limonene, CI 77492, CI 77491, CI 77499.
Cena: 34, 99 zł

Co myślę o tym kremie?
Dla wielu z was jedną z najważniejszych kwestii może być kolor. Odcień kremu jest dość ciemny, nie oszukujmy się. Jeżeli jesteście delikatnymi blondynkami, nie opalałyście się w tym roku, niczym się nie smarujecie, itp. to nie będzie dobry wybór. Na dole moje zdjęcia, mniej więcej sprzed miesiąca, jeszcze kompletnie blada i niewysmarowana niczym skóra.

Na pewno zauważyłyście, że u mnie nie ma aż tak dużej różnicy. Nigdy nie jestem bardzo blada, ale nie jestem też śniada niestety. Nie mam na nich bronzera, różu, pudru, korektora, itp., żeby było widać jak najlepiej.
Czy krem się utlenia? Tak. Na ręce dość agresywnie, na twarzy bardzo delikatnie, u mnie prawie niezauważalnie.
Pod względem krycia produkt jest typowym cc, raczej wyrównuje koloryt niż cokolwiek kryje. Z resztą na zdjęciu możecie zobaczyć, że widać wszystkie moje niedoskonałości, nawet bardziej niż bez niego.
Nie lubię tego produktu, bo bardzo rozświetla. Moja twarz po nim wygląda nieestetycznie i tłusto. Na wyjście koniecznie trzeba go przypudrować, ale to dużo nie pomaga, bo to co się dzieje pod pudrem zwłaszcza w połączeniu z tonikiem to mały koszmar-awaria sebum. Krem jest również nietrwały i dość szybko znika z twarzy. Podkreśla mi wszystkie pory (a osoby o tłustej cerze trochę ich mają) i nierówności cery. Zauważyłam też wysypy niespodzianek po używaniu tych produktów-nie jestem pewna, którego dokładnie, prawdopodobnie duetu. Po raz kolejny stanowczo nie polecam tego kremu cc.
Kilka uwag do zapachu
Pachnie mocno, bardzo intensywnie gorzkimi cytrusami z lekką nutką słodyczy. Osobiście podoba mi się, niestety moim oczom już nie. Jestem alergikiem, o tej porze roku moje oczy są bardziej wrażliwe niż zawsze. Dla mnie zapach jest zbyt intensywny i powoduje ich łzawienie. Jeżeli chodzi o produkty do pielęgnacji twarzy to mogę się obyć bez zapachu, ważne jest działanie. W każdym razie nie powinien być aż tak mocny.

Jestem bardzo zawiedziona tymi produktami. Niestety często ładne opakowanie nie przekłada się na jakość, ale wciąż jest dźwignią marketingu. To pierwsze kosmetyki tej firmy, których bardzo nie lubię. Jednak mam nadzieję, że jeżeli je kupiliście to wam się sprawdzają. Wiadomo, że każda cera jest inna, a to co nie sprawdza się u mnie może być świetne dla kogoś innego. Pozdrawiam i życzę nam wszystkim słonecznych dni 😊

MÓJ LETNI DUET – KOKOSOWE MASŁO DO CIAŁA BIELENDA I WODA TOALETOWA MONOI YVES ROCHER

MÓJ LETNI DUET – KOKOSOWE MASŁO DO CIAŁA BIELENDA I WODA TOALETOWA MONOI YVES ROCHER

yves rocher monoi de tahiti bielenda maslo do ciala vegan friendly

Dziś recenzuję bardzo letni duet. Masło do ciała i wodę toaletową z dwóch różnych firm. Oba kosmetyki mają bardzo intensywny ciepły zapach i kojarzą mi się ze słońcem, którego nam ostatnio trochę brak, a już prawie lato. 

bielenda maslo do ciala vegan friendly kokos

BIELENDA MASŁO DO CIAŁA VEGAN FRIENDLY

W tym masełku się ostatnio zakochałam. Wszystko przez zapach, który uwielbiam. Bardzo intensywny słodki kokos, który utrzymuje się na mojej skórze przez kilka godzin. Do tego dochodzi przyjemna masełkowa konsystencja, ale bez problemów z wchłanianiem i naprawdę niezłe nawilżenie. Fanki dobrych składów również się ucieszą. Trzeba tez wspomnieć, że produkt nie zawiera żadnych surowców pochodzenia zwierzęcego. Za około 15 zł  dostajemy 250 ml świetnego masełka. Są jeszcze dwie inne wersje, z masłem karite oraz olejem buriti. 


YVES ROCHER MONOI EAU DES VAHINES (lub MONOI de TAHITI) EDT

Jeżeli znacie zapach popularnego olejku monoi z tej firmy to już wiecie jak to pachnie. Perfumy są specyficzne i odradzam zakup w ciemno. Nie nadają się do codziennego używania. Swoją butelkę mam jeszcze z zeszłego lata. Są piękne w gorące dni, na plaży, po opalaniu, na spacer i w przyjemny ciepły wieczór. Dobrze się komponują z rozgrzaną skórą. Najlepiej pachną używane na słodki balsam do ciała lub wspomniany już olejek. Ostatnio wspaniale pasują mi do tego masła Bielendy i chyba w ten sposób lubię je najbardziej. Perfumy są bardzo słodkie. Pachną dość egzotycznie przede wszystkim gardenią, spod której przebija delikatny kokos. Trzymają się blisko skóry, ale najlepiej używać ich w niewielkich ilościach (z atomizera wydobywa się dużo produktu) lub wchodzić w mgiełkę zapachu. To typowo wakacyjny zapach gorącego lata, na który trzeba mieć akurat „chciejstwo”. Na mojej skórze utrzymują się do 4 godzin, użyte na balsam, olejek lub masło do ciała wytrzymują dłużej. Woda toaletowa jest dostępna w butelkach 100 ml i kosztuje 119 zł.

Polecam wam to połączenie w gorące dni, kiedy leniuchujecie, opalacie się i czytacie książki na świeżym powietrzu.




Trochę słońca – z tubki ;)

Trochę słońca – z tubki ;)

bielenda maslo brazujace golden oils mgielka samoopalajaca arganowa 2w1

Hej, dzisiaj krótka recenzja dwóch produktów brązujących do ciała, których ostatnio używam. Są to kosmetyki polskiej firmy Bielenda. Kupione przy okazji w drogerii Rossmann. Pierwszy z nich to masło brązujące, drugi ma formę mgiełki.

DROGOCENNA MGIEŁKA ARGANOWA SAMOOPALAJĄCA 2w1 – zadaniem tego produktu jest nadanie naszej skórze naturalnie wyglądającej opalenizny w ekspresowym tempie. Pierwsze efekty mają być widoczne tuż po godzinie. 2w1 oznacza, że może być stosowany nie tylko do ciała, ale i do twarzy. Producent obiecuje też przyjemny, egzotyczny zapach.

Cena: 20,99 zł Pojemność: 150 ml
INC: Aqua (Water), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Dihydroxyacetone, Alcohol denat., Glycerin, Polysorbate 20, Olive Oil Glycereth-8 Esters, Trehalose, Sodium Hyaluronate, Argania spinosa Callus Culture Extract, Isomalt, Lecithin, Citric Acid, Sodium Benzoate, Methylparaben, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Eugenol, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool.

Mgiełki postanowiłam używać do opalania nóg. Przede wszystkim produkt trzeba rozprowadzić bardzo szybko i sprawnie, bo w krótkim czasie wysycha. Wystarczy go użyć naprawdę niewiele, np. po dwa „psiki” na łydkę po bokach (boki nóg teoretycznie powinny być najlepiej opalone) i dokładnie rozsmarować na całość. Muszę się pochwalić, że do tej pory nie zrobiłam sobie tą mgiełką żadnych plam-dla mnie to sukces, a nogi wyglądają na naturalnie opalone. Moim zdaniem efekt jest stopniowy. Po godzinie rzeczywiście coś tam widać, ale dopiero kolejne aplikacje dają mocniejszy kolor-i bardzo dobrze. Zapach przy nakładaniu jest bardzo delikatny, raczej niewyczuwalny. Jedynym minusem tej mgiełki jest koszmarny atomizer. Wystarczy źle przechylić butelkę (trochę za bardzo do dołu, trochę za bardzo w bok…), żeby produkt wylewał się po bokach opakowania, a nawet gdzieś tam skapnął. Jeżeli ktoś chciałby go z sobą zabrać na wakacje, itp. to trzeba go przelać do buteleczki z innym atomizerem.

MASŁO BRĄZUJĄCE ULTRA NAWILŻAJĄCE GOLDEN OILS – ma stopniowo nadawać odcień naturalnej opalenizny, a do tego odżywiać skórę. Jest to masełko z trzema olejkami, tzn. makadamia, marula i kukui, które sprawia, że kosmetyk ma m.in. nawilżać, działać przeciwstarzeniowo i zmiękczać naskórek.  

Cena: 15,99 Pojemność: 200 ml
INC: Aqua (Water), Ethylhexyl Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Glycerin, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Ceteareth-18, Propylene Glycol, Junglas Regia (Walnut) Shell Extract, Cyclopentasiloxane, Dihydroacetone, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Tocopherol, Citric Acid, Polyacrylamide/C13-14 Isoparaffin/Laureth-7, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Ethylhexylglycerin, Polyaminopropyl Biguanide, Parfum (Fragrance), Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Cinnamate, Benzyl Salicylate, Citronellol, Linalool.

Masło ma gęstą bardzo przyjemną konsystencję. Dobrze nawilża oraz faktycznie zmiękcza skórę. Przez pierwsze dwie godziny pięknie pachnie. Potem zapach zmienia się na ten typowy, ale nie jest jakiś bardzo intensywny i nawet mi nie przeszkadza. Niestety dość długo się wchłania, lepiej odczekać chociaż 1,5 godziny nim położymy się do łóżka albo stosować dużo wcześniej przed snem. Myślałam, że będzie działać delikatnie jak balsam brązujący, dlatego postanowiłam używać go do górnej części ciała-rąk, ramion, pleców i dekoltu. W rzeczywistości jest trochę mocniejsze. Za pierwszym razem nie widziałam żadnych smug, ale już przy kolejnych zaczęły się pojawiać. Na szczęście łatwo je usunąć. Ważne jest, żeby między następnymi aplikacjami raz na jakiś czas  zrobić  sobie peeling. Co do koloru-odcień jest naprawdę bardzo ładny, wygląda jak prawdziwa opalenizna.

PORÓWNANIE PRODUKTÓW

Obu kosmetyków używam po kąpieli, potem wcieram balsam nawilżający Evree Instant Help, czekam aż się wchłonie i dopiero nakładam. Kosmetyki dają taki sam bardzo naturalny kolor. Gdybym miała wybrać tylko jeden z nich byłaby to mgiełka, bo dużo łatwiej jest ją rozprowadzić przez co ryzyko plam jest dużo mniejsze (mimo wszystko doradzam, żeby ją przelać do opakowania z lepszym atomizerem). 

Ostatnio używałam samoopalaczy kilka lat temu. Wszystkie były okropne, pomarańczowe albo mega śmierdzące. Do tego prawie zawsze miałam jakieś smugi i plamy. Z kolei po typowych balsamach brązujących Dove, itp. nie widziałam żadnego efektu. Pierwszy raz jestem zadowolona, kosmetyki na plus. 
Majowe denko

Majowe denko

denko yves rocher

Tak naprawdę denko za kawałek kwietnia i maj, prawie dwumiesięczne. Starałam się odkładać co mogłam, ale dużo rzeczy z rozpędu poleciało do kosza. Mam nawyk wyrzucania od razu, dlatego zastanawiałam się czy dam radę pisać tego typu posty. Postanowiłam nie zostawiać zużytych past do zębów, itp., żeby sobie trochę ułatwić. Uzbierało się całkiem sporo opakowań, niektóre z typowo koniecznych kosmetyków, np. kremów. Będzie dużo Yves Rocher, bo jak już zamówię to staram się zużywać. Zapraszam na moje pierwsze denko 😊

Fioletowa czcionka – kupię ponownie
Czerwona czcionka – nie kupię
Niebieska czcionka – nie wiem lub jeszcze nie wiem


kremy yves rocher sensitive nutritive sebo vegetal


Kremy do twarzy Yves Rocher:

Sensitive Végétal (różowy) – krem dla skóry wrażliwej, często używałam go na noc. Przyjemnie, delikatnie nawilża (dużo lepiej niż ten niebieski Hydra Végétal) i szybko się wchłania.

Nutritive Végétal (żółty) – krem odżywiający na dzień. Zdecydowanie dla cery suchej. Jest bardzo treściwy.  Kiedyś dostałam go w prezencie do zamówienia, użyłam kilka razy na noc, ale mimo to był dla mnie dużo za ciężki i wcale się nie wchłaniał. Za to jego zapach bardzo polubił mój maż, ogólnie oporny pod względem kremów, do tego z cerą suchą… Lubi używa i cieszy się, że ładnie pachnie. Ostatnio podoba mu się też AA Novaskin. Każdy sposób na faceta jest dobry 😏 (często robię zamówienia tylko o ten krem), dlatego to opakowanie odłożyłam, żeby wam pokazać, może u was też podziała 😊


Sebo Végétal (zielony) – żel-krem przeciw niedoskonałościom. Ładnie matuje, bardzo delikatnie nawilża, idealnie nadaje się pod makijaż dla cery tłustej. Moim zdaniem przedłuża jego trwałość, nawet bez bazy. Pachnie bardzo świeżo, chyba trochę jak eukaliptus i ogórek, ciężko powiedzieć. Ogólnie całą zieloną serię Yves Rocher bardzo lubię dlatego  często do niej wracam.

żel pod prysznic palmolive kneipp yves rocher

 Żele pod prysznic:

Palmolive – o zapachu truskawek. Dobrze się pieni i pachnie bardzo słodko. Jeżeli nie lubicie takich słodkości to lepiej omijać 😉

Jardins du Monde (Yves Rocher) – rześka cytrusowa karambola, kultowa kawa i granat. Kupione w zestawie, wszystkie świetne.

Kneipp (Ylang-Ylang) – zapach jak ze starej szafy-naftalina i te sprawy. Na szczęście bardzo niewydajny.


Biały Jeleń hipoalergiczne mydło naturalne – używam do mycia gąbeczek i pędzli, bardzo lubię.

Avene Cold Creme – balsam albo krem do ust, coś takiego 😉Dla mnie był za słaby, kiepsko nawilżał i co chwilę trzeba było go używać ponownie. Kupiłam w zastępstwie za inny (emolientowy) krem (mam bardzo suche usta), którego nie mogłam dostać  i żałuję. Opakowanie wyrzuciłam, ale zostało to papierowe.

Yves Rocher Tradition de Hammam – dobrze nawilża i szybko się wchłania. Zapach jest specyficzny, mój  mąż twierdzi, że to śmierdziuch, dlatego chyba więcej nie kupię.

Yves Rocher Pure Calmille – krem do twarzy i ciała. Używałam głównie do nóg. Ma zbliżoną konsystencję do kremu Nivea. Do tego pachnie podobnie, ale dodatkowo wyczuwalny jest rumianek. Fajnie natłuszcza, ale zapach jak dla mnie jest zbyt intensywny.

Yves Rocher balsam regenerujący do stóp – odświeżający i bardzo przyjemny. Zapach typowo ziołowy.


dezodorant rexona


Dezodorant Rexona Motion Sense – mój ulubiony dezodorant. 

schwarzkopf color expert omega plex farba do włosów

Farba do włosów  Schwarzkopf Color Expert OmegaPlex – zużyłam dwie w kwietniu, położyłam na całe włosy, bo chciałam sobie wyrównać kolor. Niestety wyrzuciłam opakowania z rozpędu 😞 Ale została ulotka i jedna niewykorzystana odżywka, na dowód, że ją miałam. Przed tą farbą chciałam was ostrzec, jest tragiczna. Dałam się nabrać na reklamę i dlatego kupiłam. Nigdy żadna farba tak bardzo nie przesuszyła mi włosów. Do ostatniego farbowania (już czym innym) były niesamowicie suche oraz pozbawione blasku. Nie pomagały olejki z migdałów i maski proteinowe.  Do tego przy farbowaniu wypadło ich mnóstwo, jak nigdy. Co do odżywek, ta po trzech tygodniach (do odświeżenia koloru) dodatkowo wysuszyła włosy, dlatego drugiej już nie użyłam. Fatalna farba, w sam raz do mojej koszmarnej serii, ale drugiej próby nie zrobię 😄



be organic mleczko do demakijażu yves rocher sebo vegetal peeling żel

Be Organic Mleczko do demakijażu (jagody goji i acai) – zapach ulepnego syropu a nie jagód. Lepiej, żeby nie dostał się do oka, bo wtedy bardzo szczypie. Makijaż zmywa całkiem dobrze, ale więcej bym nie kupiła. Jest dużo więcej tańszych i lepszych mleczek, o wodach micelarnych nie wspominając. Bardzo wydajny.

Sebo Végétal peeling do twarzy – zwyczajny peeling. Dobrze oczyszcza, wygładza i nie przesusza.

Sebo Végétal żel do mycia twarzy – delikatnie oczyszcza cerę, nie przesusza jej. Jest gęsty i niesamowicie niewydajny. 


l'oreal true match volume million lashes so couture so black brow designer dr irena eris matt provoke miss sporty pump up booster 24 h


Miss Sporty Pump Up Booster 24 H Waterproof Eyeliner  – eyeliner za całe 10 zł. Bardzo trwały, bardzo czarny zawsze do niego wracam. Lepszy od wielu dużo droższych.

L’oreal True Match korektor – całkiem ładnie kryje.

Dr Irena Eris Matt Provoke – z jednej strony jest dobry, ładnie wygląda, kryje i nie zapycha, niestety jest nietrwały. Pisałam o nim tu.

L’oreal Volume Million Lashes So Couture So Black (Ultraczarny tusz do rzęs) – większość tuszy tej firmy lubię. Nie widzę większej różnicy między nim, a jego podstawową wersją So Couture. Oba tusze są po prostu dobre, trwałe i bardzo czarne.

L’oreal Brow Designer – kredka do brwi. Bardzo wygodna i trwała. Plus za szczoteczkę. Niestety najciemniejszy odcień jest wciąż zbyt jasny dla brunetki, w dodatku to  bardzo ciepły trochę rudawy brąz. Dla mnie  nadaje się tylko do początkowego kawałka brwi, dlatego więcej nie kupię.


To już wszystkie majowe (i trochę kwietniowe) zużycia 😊
Copyright © 2014 Nelaviel , Blogger