Trochę słońca – z tubki ;)

bielenda maslo brazujace golden oils mgielka samoopalajaca arganowa 2w1

Hej, dzisiaj krótka recenzja dwóch produktów brązujących do ciała, których ostatnio używam. Są to kosmetyki polskiej firmy Bielenda. Kupione przy okazji w drogerii Rossmann. Pierwszy z nich to masło brązujące, drugi ma formę mgiełki.

DROGOCENNA MGIEŁKA ARGANOWA SAMOOPALAJĄCA 2w1 – zadaniem tego produktu jest nadanie naszej skórze naturalnie wyglądającej opalenizny w ekspresowym tempie. Pierwsze efekty mają być widoczne tuż po godzinie. 2w1 oznacza, że może być stosowany nie tylko do ciała, ale i do twarzy. Producent obiecuje też przyjemny, egzotyczny zapach.

Cena: 20,99 zł Pojemność: 150 ml
INC: Aqua (Water), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Dihydroxyacetone, Alcohol denat., Glycerin, Polysorbate 20, Olive Oil Glycereth-8 Esters, Trehalose, Sodium Hyaluronate, Argania spinosa Callus Culture Extract, Isomalt, Lecithin, Citric Acid, Sodium Benzoate, Methylparaben, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Eugenol, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool.

Mgiełki postanowiłam używać do opalania nóg. Przede wszystkim produkt trzeba rozprowadzić bardzo szybko i sprawnie, bo w krótkim czasie wysycha. Wystarczy go użyć naprawdę niewiele, np. po dwa „psiki” na łydkę po bokach (boki nóg teoretycznie powinny być najlepiej opalone) i dokładnie rozsmarować na całość. Muszę się pochwalić, że do tej pory nie zrobiłam sobie tą mgiełką żadnych plam-dla mnie to sukces, a nogi wyglądają na naturalnie opalone. Moim zdaniem efekt jest stopniowy. Po godzinie rzeczywiście coś tam widać, ale dopiero kolejne aplikacje dają mocniejszy kolor-i bardzo dobrze. Zapach przy nakładaniu jest bardzo delikatny, raczej niewyczuwalny. Jedynym minusem tej mgiełki jest koszmarny atomizer. Wystarczy źle przechylić butelkę (trochę za bardzo do dołu, trochę za bardzo w bok…), żeby produkt wylewał się po bokach opakowania, a nawet gdzieś tam skapnął. Jeżeli ktoś chciałby go z sobą zabrać na wakacje, itp. to trzeba go przelać do buteleczki z innym atomizerem.

MASŁO BRĄZUJĄCE ULTRA NAWILŻAJĄCE GOLDEN OILS – ma stopniowo nadawać odcień naturalnej opalenizny, a do tego odżywiać skórę. Jest to masełko z trzema olejkami, tzn. makadamia, marula i kukui, które sprawia, że kosmetyk ma m.in. nawilżać, działać przeciwstarzeniowo i zmiękczać naskórek.  

Cena: 15,99 Pojemność: 200 ml
INC: Aqua (Water), Ethylhexyl Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Glycerin, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Ceteareth-18, Propylene Glycol, Junglas Regia (Walnut) Shell Extract, Cyclopentasiloxane, Dihydroacetone, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Tocopherol, Citric Acid, Polyacrylamide/C13-14 Isoparaffin/Laureth-7, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Ethylhexylglycerin, Polyaminopropyl Biguanide, Parfum (Fragrance), Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Cinnamate, Benzyl Salicylate, Citronellol, Linalool.

Masło ma gęstą bardzo przyjemną konsystencję. Dobrze nawilża oraz faktycznie zmiękcza skórę. Przez pierwsze dwie godziny pięknie pachnie. Potem zapach zmienia się na ten typowy, ale nie jest jakiś bardzo intensywny i nawet mi nie przeszkadza. Niestety dość długo się wchłania, lepiej odczekać chociaż 1,5 godziny nim położymy się do łóżka albo stosować dużo wcześniej przed snem. Myślałam, że będzie działać delikatnie jak balsam brązujący, dlatego postanowiłam używać go do górnej części ciała-rąk, ramion, pleców i dekoltu. W rzeczywistości jest trochę mocniejsze. Za pierwszym razem nie widziałam żadnych smug, ale już przy kolejnych zaczęły się pojawiać. Na szczęście łatwo je usunąć. Ważne jest, żeby między następnymi aplikacjami raz na jakiś czas  zrobić  sobie peeling. Co do koloru-odcień jest naprawdę bardzo ładny, wygląda jak prawdziwa opalenizna.

PORÓWNANIE PRODUKTÓW

Obu kosmetyków używam po kąpieli, potem wcieram balsam nawilżający Evree Instant Help, czekam aż się wchłonie i dopiero nakładam. Kosmetyki dają taki sam bardzo naturalny kolor. Gdybym miała wybrać tylko jeden z nich byłaby to mgiełka, bo dużo łatwiej jest ją rozprowadzić przez co ryzyko plam jest dużo mniejsze (mimo wszystko doradzam, żeby ją przelać do opakowania z lepszym atomizerem). 

Ostatnio używałam samoopalaczy kilka lat temu. Wszystkie były okropne, pomarańczowe albo mega śmierdzące. Do tego prawie zawsze miałam jakieś smugi i plamy. Z kolei po typowych balsamach brązujących Dove, itp. nie widziałam żadnego efektu. Pierwszy raz jestem zadowolona, kosmetyki na plus. 

16 komentarzy:

  1. Uwielbiam mgiełki brązujące do ciała;) muszę skusić się i na ta z Bielendy ;) właśnie przygotowuje recenzje balsamu brazujacego ,może przypadnie Ci do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boję się produktów brązujących do ciała - obawiam się właśnie plam i smug, to później wygląda nie ładnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdy kiedyś to przeżył :)

      Usuń
  3. ja również mam niemiłe doświadczenia z samoopalaczem ale te mgiełke chętnie wypróbuje:-)
    pozdrawiam
    body-and-hair-girl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam do tego teraz jest w trochę innym opakowaniu podobno z lepszym atomizerem, widziałam w innym Rossmannie, niestety w moim były jeszcze te ze starym.

      Usuń
  4. Ta mgiełka bardzo mnie ciekawi, nie miałam jeszcze okazji próbować takich produktów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz myślę o ich piance, pewnie też wrzucę jakąś recenzję :)

      Usuń
  5. Super, że się sprawdziły. Ja zupełnie nie radzę sobie z takimi samoopalającymi produktami, co dopiero z samoopalaczami. Jedyne po co sięgam to rajstopy w spreju:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, ze szybko się opalam i nie muszę się bawić z kosmetykami brązującymi, bo smugi bym miała na porządku dziennym :) ale ta mgiełka brzmi całkiem fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można na same nogi najpierw położyć tak testowo :)

      Usuń
  7. Jakoś mi nie po drodze z samoopalaczami, lubię moją bladą cerę. Co do zapachu to podobno każdy samoopalacz jedzie na kilometr - on nie śmierdzi, po prostu jedzie smrodem. Inna sprawa, że z moim talentem to skończyłabym jak moja ciotka - cała w plamach po samoopalaczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te nie jadą, delikatnie czuć już po wchłonięciu w skórę ;) Ale też pamiętam zapach takich rzeczy sprzed lat był powalający ;D Pewnie i teraz o takie śmierdziuchy nie jest jakoś trudno :)

      Usuń
  8. Masełko mogłabym wypróbować na sobie :) Kusi mnie zapach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak sam zapach to nie wiem czy warto :) Jeśli lubisz słodki kokosowy zapach to niedawno kupiłam też inne zwyczajne masełko z Bielendy z serii wegańskiej i zapach tamtego trzyma się bardzo długo jak na taki kosmetyk.

      Usuń

Dzięki za każdy komentarz :) Chętnie zajrzę też do ciebie, nie zostawiaj linka i tak cię znajdę. Jeśli chcesz mnie obserwować na pewno się odwdzięczę.

Copyright © 2014 Nelaviel , Blogger